Chciałabym napisać o Irminki ulubionych bajkach ,bajkach ,które wprowadzają w świat uśmiechu zabawy ,fantazji . Irminka uwielbia oglądać bajki choć staram się żeby nie za dużo oglądała .Jedną z jej ulubionych bajek są przygody niejakiej HELLO KITTY .Zauważyłam że tą bajkę chętnie ogląda wiec zakupiłam jej płytę z tą właśnie bajką .Kiedy Irminka ogląda bajki śmieje się na głos co jest fajne bo po części ona rozumie pewno coś z tych bajek .Jestem zadowolona, że ma bajki które chętnie ogląda .
,,Życie nie jest lepsze ani gorsze od naszych marzeń, jest tylko zupełnie inne.''
sobota, 29 czerwca 2013
CIĘZKA NOC
Noc była dzisiaj ciężka a mianowicie nulka wieczorem zaczęła puszczać bardzo dużo gazów ,po czym w nocy była bardzo niespokojna i nie płakała a wręcz krzyczała ,budziła się w nocy z krzykiem. Tak wyglądała cała noc ,jednym słowem była ciężka. Teraz Irminka śpi odsypia nockę ,podejrzewam że bolał ja brzuszek dlatego nie mogła spać.
czwartek, 27 czerwca 2013
Wizyta u neurologa
Dzisiaj mieliśmy wizytę u neurologa ,pani doktor zadowolona bardzo ponieważ mała idzie do przodu .Oczywiście mamy do zrobienia kontrolne badania leków ,kolejna wizytę mamy w listopadzie .W dzień było ok, ale kiedy zbliżył się wieczór mała zaczęła z nowu rzadko robić kupę. Hmmm zastanawiam się czemu wieczorem ?. Byłam dzisiaj u naszej pediatry i mówiła mi że może od truskawek ? Od 3 dni przestałam chwilowo dawać truskawki dopóki kupa się nie unormuje wieczorem dzisiaj były 3 ogromne i wodniste na razie zostaje nam czekać,co jest najgorsze ,mam tylko nadzieję, że kolejne dni przyniosą poprawę . Zbliża się lipiec miesiąc naszego odpoczynku ,ten miesiąc jest wolny od wizyt dopiero wizytę mamy na sierpnia zaplanowaną u kardiologa . Nadal czekamy na wyniki ze Szczecina .Tak wiec zaczynamy krótkie wakacje.
środa, 26 czerwca 2013
Dalej coś nie tak
MIMO IŻ NOC BYŁA SPOKOJNA ,TO COS NADAL MNIE NIEPOKOI .W dzień było w miarę ,ale za to wieczorem z powrotem zaczęło się rozwolnienie. Jutro mamy wizytę neurologa ,chciałam przełożyć żeby jechać z młodą do lekarza ,ale wolny termin byśmy mieli dopiero w październiku . No cóż mam tylko nadzieję że ,Irmince przejdzie .Jutro nasza pani doktor jest od rana a na popołudnie mamy neurologa .Jak zdążymy to pójdziemy do lekarza może nam cos zaradzi dziwię się skąd ? Nie ma ani gorączki ,ani nie wymiotuje może jakiś wirus z nowu będzie .Sami nie damy rady musimy jutro do lekarza .Martwię się ,je normalnie sika normalnie ,ale najgorsze że się odparzyła .Mała ma maść robiona przepisaną smarujemy .:((((
wtorek, 25 czerwca 2013
Rozwolnienie
Witam was ,Irminka dostała rozwolnienie co mnie strasznie zaskoczyło bo mała od operacji jelit zawsze miała zaleganie kału w jelitach a tu rozwolnienie. Sama nie wiem czy się cieszyć ,czy może smucić z jednej strony dobrze bo jelitka nulce się oczyszczą a, z drugiej strony to trochę żle bo może doprowadzić do odwodnienia .Cieszy mnie to że pije , i bardzo tego pilnuje .Dopiero jedne potówki pogoiłam a tu z nowu zaczerwienienie skóra koło pieluszki jest bardzo wrażliwa , i u małej szybko dochodzi do odparzeń ,na cale szczęście nie ma upału tylko leje deszcz bo upal by nam tego nie ułatwił ,wręcz przeciwnie było by kiepsko .Uciekam spać życzymy miłych snów ,mała z wczoraj na dzisiaj przespała w końcu cała noc ,dzisiaj nie wiem jak będzie ? do zobaczenia
poniedziałek, 24 czerwca 2013
ZBIÓRKA NA SIEPOMAGA :)))))))))
MOI DRODZY ,ZOSTAŁO NAM NAPRAWDE NIEWIELE DO ZEBRANIA wsparło 26 osób
Potrzebne jeszcze: 1 883 zł TO NAPRAWDE JUŻ NIEWIELE JESTEŚMY BLIŻEJ NIŻ DALEJ ZAPRASZAN NA ZBIÓRKE http://www.siepomaga.pl/f/zlotowianka/c/880
W lutym 2010 roku Irminka przeszła drugą operację układu wydalniczego, po czym była niewydolna oddechowo, musiała mieć przetaczaną krew. W czerwcu miał się odbyć ostatni, najmniej groźny zabieg. Wydawało się, że to już koniec, tymczasem czekały nas kolejne niespodzianki. Córka doznała udaru mózgu, ogniska niedokrwienia w płacie czołowym i ciemieniowym, epilepsji i niedowładu lewostronnego. Została przewieziona na neurologię, gdzie leczono ataki padaczki.

Po wizycie u kardiologa przeżyłam szok. Szmery okazały się wadą serca - tetralogią falotta asd II z gradientem komorowo- płucnym, do tego dochodził ubytek międzyprzedsionkowy z przeciekiem dwukierunkowym oraz ubytek międzyprzedsionkowy. Siniczna wada serca. Cały czas mamy niestety pod górkę. Jesteśmy już po operacji serca. W klinice w Poznaniu spędziliśmy półtora miesiąca. Malutka złapała ropne zapalenie ucha z bakterią coli i grzybem candida, przy czym okazało się, że ma kolejną wadę wrodzoną. Nie posiada grasicy - organu odporności. Padło podejrzenie zespołu George'a.
Dziś Irminka jest po kolejnym zabiegu balonoplastyki, który się nie udał. Prawdopodobnie czeka ją kolejna operacja serduszka. Irminka jest pod opieką wielu specjalistów i dzięki naszym ogromnym staraniom zaczęła stawiać pierwsze, samodzielne kroczki.
Córeczka potrzebuje dalszego specjalistycznego leczenia. Dlatego proszę Was o wsparcie w tej nierównej walce, którą przyszło nam stoczyć.
Potrzebne jeszcze: 1 883 zł TO NAPRAWDE JUŻ NIEWIELE JESTEŚMY BLIŻEJ NIŻ DALEJ ZAPRASZAN NA ZBIÓRKE http://www.siepomaga.pl/f/zlotowianka/c/880
Dnia 17.09.2009 r. o godzinie 5:20, z masą ciała 2360 gramów i 10 pkt Apgar przyszła na świat nasza córeczka. Szczęście długo nie trwało. W trzeciej dobie po porodzie okazało się, że nasza córeczka ma poważną wadę budowy układu wydalniczego. Od tych informacji zaczęła się nasza zła karma. Jak się okazało, malutka ma także szmery w sercu. Świat mi się zawalił. Miałam być młodą mamą witającą swoje dziecko, cieszącą się, że jest obok. Tymczasem było mi przykro, że mała cierpi, a radość została zastąpiona przez troskę i żal.
W 6-tej dobie życia Irminki przewieziono nas do Katedry i Kliniki Chirurgii Dziecięcej i Onkologicznej w Szczecinie na zabieg. Gdy córeczka była przygotowywana do zabiegu, lekarz poinformował mnie, że Irminka wymaga nie jednej operacji, ale trzech. Siedziałam prawie całą noc przy jej łóżku, patrząc na te malutkie rączki. Kiedy słyszałam jak płacze, serce mi się kroiło.
Następnego dnia malutka przeszła operację wyłonienia przetoki dwulufowej na esicy. W przeciwnym razie doszłoby do zakażenia i Irminka mogłaby umrzeć. Wtedy już wiedziałam, że czeka nas długa droga leczenia... Córeczka po operacji miała się dobrze. Lekarze nauczyli mnie, jak zajmować się Irminką i 3.10.2009 wróciłysmy do domku.
W 6-tej dobie życia Irminki przewieziono nas do Katedry i Kliniki Chirurgii Dziecięcej i Onkologicznej w Szczecinie na zabieg. Gdy córeczka była przygotowywana do zabiegu, lekarz poinformował mnie, że Irminka wymaga nie jednej operacji, ale trzech. Siedziałam prawie całą noc przy jej łóżku, patrząc na te malutkie rączki. Kiedy słyszałam jak płacze, serce mi się kroiło.
Następnego dnia malutka przeszła operację wyłonienia przetoki dwulufowej na esicy. W przeciwnym razie doszłoby do zakażenia i Irminka mogłaby umrzeć. Wtedy już wiedziałam, że czeka nas długa droga leczenia... Córeczka po operacji miała się dobrze. Lekarze nauczyli mnie, jak zajmować się Irminką i 3.10.2009 wróciłysmy do domku.
W lutym 2010 roku Irminka przeszła drugą operację układu wydalniczego, po czym była niewydolna oddechowo, musiała mieć przetaczaną krew. W czerwcu miał się odbyć ostatni, najmniej groźny zabieg. Wydawało się, że to już koniec, tymczasem czekały nas kolejne niespodzianki. Córka doznała udaru mózgu, ogniska niedokrwienia w płacie czołowym i ciemieniowym, epilepsji i niedowładu lewostronnego. Została przewieziona na neurologię, gdzie leczono ataki padaczki.

Po wizycie u kardiologa przeżyłam szok. Szmery okazały się wadą serca - tetralogią falotta asd II z gradientem komorowo- płucnym, do tego dochodził ubytek międzyprzedsionkowy z przeciekiem dwukierunkowym oraz ubytek międzyprzedsionkowy. Siniczna wada serca. Cały czas mamy niestety pod górkę. Jesteśmy już po operacji serca. W klinice w Poznaniu spędziliśmy półtora miesiąca. Malutka złapała ropne zapalenie ucha z bakterią coli i grzybem candida, przy czym okazało się, że ma kolejną wadę wrodzoną. Nie posiada grasicy - organu odporności. Padło podejrzenie zespołu George'a.
Dziś Irminka jest po kolejnym zabiegu balonoplastyki, który się nie udał. Prawdopodobnie czeka ją kolejna operacja serduszka. Irminka jest pod opieką wielu specjalistów i dzięki naszym ogromnym staraniom zaczęła stawiać pierwsze, samodzielne kroczki.
Córeczka potrzebuje dalszego specjalistycznego leczenia. Dlatego proszę Was o wsparcie w tej nierównej walce, którą przyszło nam stoczyć.
Na basen
Dzisiaj z rana ,napompowaliśmy basen bo obiecałam i myślałam ,że nie będzie ładnej pogody na kąpiel. Pogoda ładna wiec pozwoliłam się Igorowi wykąpać .Próba była wsadzenia nulki do basenu ,ale woda chyba była za zimna dla niej więc wyszła. Jeszcze nie jest gotowa na kąpiele w basenie, próbowałam ja postawić ,żeby sobie pochodziła ale niestety kurczyła nóżki i nie chciała ,wiec nie zmuszałam jej. Trzeba poczekać i dać jej czasu a sama się odważy ,siedziała koło basenu (przy basenie) i kąpała sobie raczki . śmiechów i zabaw nie było końca szaleli na całego . w końcu była już taka mokra jak by kąpała się .Nocka znowu na kolanach długo malutka nie mogła spać długo się męczyła ,ale jakoś zasnęła . w szpitalu przestawiła sobie godziny spania i tak zostało ,mam nadzieję, że niedługo wróci dawne spanie.
niedziela, 23 czerwca 2013
Jemy owoce
Witam was ,kochani u nas postep a mianowicie Irminka zaczęła jeść owoce ponieważ ,do tej pory nie jadła .Irminka przestawiła sobie godziny snu i w nocy śpi mi na kolanach .Najgorsze jest to że śpi na siedząco, nie wiem może ma taką nową modę? Mamy tak już przez dwie noce .Pogoda jest super ochłodzenie w końcu wiec dzisiaj wybrałyśmy się na krótki spacer ,a jutro pomyślimy o rozstawieniu dzieciom basenu. Pierwszy raz dzisiaj podałam małej jajko ,ubite tzn.. kogel-mogel. Nie spodziewałam się że będzie jadła z takim dużym smakiem super jestem bardzo zadowolona. Oczywiście dołączam wypis z hematologii Irminki mieliśmy wcześniej niesprawny skaner. Oczywiście zapraszam na zbiórkę Irminki mamy do zebranie jeszcze niecałe 2 tysiące.http://www.siepomaga.pl/f/zlotowianka/c/880
sobota, 22 czerwca 2013
Rozcięta nóżka Irminki
Witam naszych czytelników ,liczba odwiedzających osób się zwiększa co mnie bardzo cieszy ,że czytacie nasze mały wypocinki.Wizyta kontrolna u lekarza ok gardziołko nasze małe w porzadelu ale zrobiły się Irmince potówki które przerodziły się w czerwoną plamę więc mamy robioną maść żeby smarować ,nic dziwnego bo jest strasznie gorąco a malutka w pampersie .Irminka wczoraj rozcięła nóżkę szkłem bo Igor zbił kufel i rozbił się w drobny mak. Rana nie jest na szczęście duża i nie trzeba było jechać na pogotowie z malutkiej stopką ,ale obserwujemy bo podobną historie mieliśmy z malutkiej palcem ,że z niczego zrobiła się duża rana .Z uszkiem mamy podawać do ucha biodacyna laryngolog raczej nie przepisał by kolejnego antybiotyku bo dzień wcześniej skończyła jeden ,ale jest poprawa. Żyjemy ostatnio w ciągłym biegu ,maluchy rozrabiają , na dwór nie możemy wychodzić bo słońce jest bardzo ostre więc wychodzimy pod wieczór z Irminką .KOCHANI OCZYWIŚCIE PRZYPOMINAM O ZBIÓRCE IRMINKI
wsparło 22 osoby

wsparło 22 osoby
507 zł (14.49%)
Potrzebne jeszcze: 2 993 zł ZOSTAJE CORAZ MNIEJ DO ZEBRANIA. http://www.siepomaga.pl/f/zlotowianka/c/880

środa, 19 czerwca 2013
Pomoc dla Irminki nasza walka
Dnia 17.09.2009 r. o godzinie 5:20, z masą ciała 2360 gramów i 10 pkt Apgar przyszła na świat nasza córeczka. Szczęście długo nie trwało. W trzeciej dobie po porodzie okazało się, że nasza córeczka ma poważną wadę budowy układu wydalniczego. Od tych informacji zaczęła się nasza zła karma. Jak się okazało, malutka ma także szmery w sercu. Świat mi się zawalił. Miałam być młodą mamą witającą swoje dziecko, cieszącą się, że jest obok. Tymczasem było mi przykro, że mała cierpi, a radość została zastąpiona przez troskę i żal.
W 6-tej dobie życia Irminki przewieziono nas do Katedry i Kliniki Chirurgii Dziecięcej i Onkologicznej w Szczecinie na zabieg. Gdy córeczka była przygotowywana do zabiegu, lekarz poinformował mnie, że Irminka wymaga nie jednej operacji, ale trzech. Siedziałam prawie całą noc przy jej łóżku, patrząc na te malutkie rączki. Kiedy słyszałam jak płacze, serce mi się kroiło.
Następnego dnia malutka przeszła operację wyłonienia przetoki dwulufowej na esicy. W przeciwnym razie doszłoby do zakażenia i Irminka mogłaby umrzeć. Wtedy już wiedziałam, że czeka nas długa droga leczenia... Córeczka po operacji miała się dobrze. Lekarze nauczyli mnie, jak zajmować się Irminką i 3.10.2009 wróciłysmy do domku.
W 6-tej dobie życia Irminki przewieziono nas do Katedry i Kliniki Chirurgii Dziecięcej i Onkologicznej w Szczecinie na zabieg. Gdy córeczka była przygotowywana do zabiegu, lekarz poinformował mnie, że Irminka wymaga nie jednej operacji, ale trzech. Siedziałam prawie całą noc przy jej łóżku, patrząc na te malutkie rączki. Kiedy słyszałam jak płacze, serce mi się kroiło.
Następnego dnia malutka przeszła operację wyłonienia przetoki dwulufowej na esicy. W przeciwnym razie doszłoby do zakażenia i Irminka mogłaby umrzeć. Wtedy już wiedziałam, że czeka nas długa droga leczenia... Córeczka po operacji miała się dobrze. Lekarze nauczyli mnie, jak zajmować się Irminką i 3.10.2009 wróciłysmy do domku.
W lutym 2010 roku Irminka przeszła drugą operację układu wydalniczego, po czym była niewydolna oddechowo, musiała mieć przetaczaną krew. W czerwcu miał się odbyć ostatni, najmniej groźny zabieg. Wydawało się, że to już koniec, tymczasem czekały nas kolejne niespodzianki. Córka doznała udaru mózgu, ogniska niedokrwienia w płacie czołowym i ciemieniowym, epilepsji i niedowładu lewostronnego. Została przewieziona na neurologię, gdzie leczono ataki padaczki.

Po wizycie u kardiologa przeżyłam szok. Szmery okazały się wadą serca - tetralogią falotta asd II z gradientem komorowo- płucnym, do tego dochodził ubytek międzyprzedsionkowy z przeciekiem dwukierunkowym oraz ubytek międzyprzedsionkowy. Siniczna wada serca. Cały czas mamy niestety pod górkę. Jesteśmy już po operacji serca. W klinice w Poznaniu spędziliśmy półtora miesiąca. Malutka złapała ropne zapalenie ucha z bakterią coli i grzybem candida, przy czym okazało się, że ma kolejną wadę wrodzoną. Nie posiada grasicy - organu odporności. Padło podejrzenie zespołu George'a.
Dziś Irminka jest po kolejnym zabiegu balonoplastyki, który się nie udał. Prawdopodobnie czeka ją kolejna operacja serduszka. Irminka jest pod opieką wielu specjalistów i dzięki naszym ogromnym staraniom zaczęła stawiać pierwsze, samodzielne kroczki.
Córeczka potrzebuje dalszego specjalistycznego leczenia. Dlatego proszę Was o wsparcie w tej nierównej walce, którą przyszło nam stoczyć. FUNDACJA- SUBKONTO
Dziś Irminka jest po kolejnym zabiegu balonoplastyki, który się nie udał. Prawdopodobnie czeka ją kolejna operacja serduszka. Irminka jest pod opieką wielu specjalistów i dzięki naszym ogromnym staraniom zaczęła stawiać pierwsze, samodzielne kroczki.
Córeczka potrzebuje dalszego specjalistycznego leczenia. Dlatego proszę Was o wsparcie w tej nierównej walce, którą przyszło nam stoczyć. FUNDACJA- SUBKONTO
Irminka jest podopieczną Fundacji SŁONECZKO.
Środki pieniężne na leczenie Irminki można wpłacać na konto:
FUNDACJA POMOCY OSOBOM NIEPEŁNOSPRAWNYM "SŁONECZKO"
Stawnica 33
77-400 Złotów
SBL: ZAKRZEWO
NUMER KONTA:
89894400030000208820000010 z dopiskiem:
NA LECZENIE IRMINY RYCHLICKIEJ, 51/R
NA LECZENIE IRMINY RYCHLICKIEJ, 51/R
Irminka posiada również swoje subkonto w Fundacji ZŁOTOWIANKA.
ul. Widokowa 1
77-400 Złotów
ul. Widokowa 1
77-400 Złotów
Darowizny na leczenie i Irminki można przekazywać na konto:
Spółdzielczy Bank Ludowy w Zakrzewie
Numer konta:
25 8944 0003 0002 7430 2000 0010
koniecznie z dopiskiem: Rychlicka Irmina R/8
Operacje zagraniczne wymagają użycia SWIFT CODE: GBWCPLPP
Operacje zagraniczne wymagają użycia SWIFT CODE: GBWCPLPP
wtorek, 18 czerwca 2013
Troszke złe wiesci :((((
Witam was, umówiłam Irminkę na echo serduszka na 1 sierpnia , będzie miała wykonane badanie holtera , i czekamy na wyniki badań jestem bardzo ciekawa co wyjdzie. Irminka jutro do kontroli trochę przeszło choróbsko antybiotyk się kończy ,nasz pan kardiolog zwiększył jej dawkę antybiotyku ,niestety dalej smarkamy uchem :((((((( . Nasza pani doktor już zastanawiała się, żeby włączyć jej antybiotyk na stałe, ale po konsultacji z kardiologie musimy czekać na wyniki badań odpornościowych . Kochani zapraszam na zbiórkę na portalu http://www.siepomaga.pl/f/zlotowianka/c/880 na dalsze leczenie Irminki. Chciałabym tez podziękować wszystkim którzy wpłacili do tej pory na zbiórkę dziękujemy w Imieniu Irminki za otwarte serca .DLA NAS TO WIELE ZNACZY.
czwartek, 13 czerwca 2013
siepomaga zbiórka dla Irminki
KOCHANI PORTAL SIEPOMAGA ZALOŻYŁ DLA IRMINKI ZBIÓRKE http://www.siepomaga.pl/f/zlotowianka/c/880 DZIEKI PIENIAŻKOM ZEBRANYM BEDZIEMY MOGLI DALEJ LECZYĆ IRMINKE BARDZO DUZO TO DLA NAS ZNACZY .
Już jesteśmy :)))))))))))))
witam was kochani ,jak już wcześniej pisałam byliśmy w szpitalu na oddziale hematologii i onkologii dziecięcej .Wyjechaliśmy sobie przed południem ,ponieważ na oddział mieliśmy się wstawić miedzy 17-18 wieczorem .Droga była męcząca ,z Irminką już tak łatwo się nie jeździ ponieważ mała w trasie nie śpi i droga ją meczy .Jechałyśmy długie 3 godz. pekaesem .Kiedy dotarliśmy na oddział to okazało się ,że chwilowo nie ma miejsca i się przestraszyłam ze będziemy musieli wracać ,ale my byliśmy umówione i zapisane wiec nie mogło zabraknąć dla nas miejsca. Irminka została przyjęta na oddział i już byłam bardzo spokojna . Wreszcie przyszła pora na wywiad z lekarzem i tu zaczął się prawdziwy hard kor .Oczywiście jak to u nas bywa Irminka nie była zainteresowana wizyta i wolała przeszkadzać , lekarz stwierdził ze jest tego sporo .Okazało się, ze miał już do czynienia z zespołem di 'George'a super wiec już wiedziałam że jest to lekarz który się zna i będzie wiedziała jakie podjąć leczenie . Opiekę mieliśmy bardzo dobrą wszyscy mili i naprawdę z sercem do dzieci , ciocie Irminkę pokochały .Jeszcze tego samego dnia założyli nam werflonik i wykonano pierwsze badania. Niestety Irminka w nocy dostała gorączkę nie chciała pić ,jeść ani sikać wiec w nocy smsem poinformowałam naszego kardiologa o sytuacji i że mała gorączkuje . Rano nadal było to samo wiec podłączyli pod kroplówkę niunie na 6 godz. Irminka dzielnie zniosła 6 godz. pod wężykiem ,pod koniec kroplówki usnęła więc mogłam iść zjeść . Zostały pobrane kolejne badania na których wynik będziemy czekać 4 tygodnie .Wyniki immunoglobuliny są dobre teraz czekamy na odpornościowe i poziom wapna ma za wysoki. .Wczoraj wróciłyśmy do domu tym razem w trasie spała , ale w domku zaczęła zwracać i miała 38'5 katar ,kaszel, wyciek z ucha . Dzisiaj byliśmy u lekarza mamy antybiotyk i pijemy kroplówki acidolit żeby malutka się nie odwodniła . prawdopodobnie Co 3-4 tygodnie będziemy jeździć do szczecina na zastrzyki z immunoglobulin czyli białek odpornościowych innej opcji nie ma albo zastrzyki ,albo kroplówki . Wiec czekamy na wyniki Infekcje nie odpuszczają z infekcja wróciliśmy .Jutro jedziemy z wypisem do pana doktora i Irminkę umówić na echo serduszka .Oby nocka była spokojna trzymajcie kciuki.
wyciek z ucha
wyciek z ucha
sobota, 1 czerwca 2013
DZIEŃ DZIECKA :))))))))))))))))))
W pierwszym wagonie olbrzymie słonie.
Dalej żyrafy... lisy... niedźwiedzie...
Na samym końcu pyszny tort jedzie...
Zające z miną uśmiechniętą wołają:
"Dziś jest Twoje święto..."
Jadą do Ciebie życzenia... jadą... WSZYSTKIM DZIECIACZKOM ŻYCZYMY RADOSNEGO DNIA DZIECKA
Dalej żyrafy... lisy... niedźwiedzie...
Na samym końcu pyszny tort jedzie...
Zające z miną uśmiechniętą wołają:
"Dziś jest Twoje święto..."
Jadą do Ciebie życzenia... jadą... WSZYSTKIM DZIECIACZKOM ŻYCZYMY RADOSNEGO DNIA DZIECKA
czwartek, 30 maja 2013
Zbiórka dla Irminki
Witam was , kochani na stronie http://dobryuczynek.info/zbiorka/29,pomoc-irmince jest prowadzona zbiórka dla Irminki bardzo was ,zachęcam do pomocy Do końca 122 dni 7 godzin 52 minuty
Brakuje: 3 662,86 zł
Pomogło: 8 osób
Pomogło: 8 osób
337,14 zł (8,43%) Pozostało mało czasu . Zachęcam tęż do odwiedzania strony http://www.ermail.pl/ pieniążki które uda mi się zebrać pójdą na znaczki dla Irminki ,żebyśmy mogli wysyłać apele do darczyńców zapraszamy do pomocy .Tylko dzięki wam może się udać.
środa, 29 maja 2013
wyniki moczu
Witam osoby odwiedzajace nasz bloog, którym los Irminki - naszej rodziny nie jest obojetny, które nam kibicują ,wspierają i dodaja otuchy w trudnych chwilach.U nas jak na razie wszystko w porządku. Z wyników robiłam jedynie mocz wyniki ujemne ,białka w moczu nie ma ,ale nadal nie znam przyczyny Irminki puchnięcia oczu ,może to tylko ciśnienie tak działa ,ale wynik moczu trzeba było sprawdzić. Wiadomo ,nie oznacza to całkowitego wyzdrowienia jak niektórzy myślą. Choroba jest i sama nie zniknie a z nią dużo wydatków. Każdy rodzic borykający się z podobną sytuacją na pewno mnie rozumie i wie z czym to wszystko się wiąże. Reszta no cóż , jeśli jest w stanie to zrozumieć to dobrze. Ze zrobienie moczu mieliśmy małe problemy bo jak robiła siu siu to szło z kupą i męczyliśmy się tak 3 dni ,żeby złapać Irminki mocz aż w końcu się udało .Już dużymi krokami zbliża się termin wyjazdu do poradni hematologii i onkologii dziecięcej w sprawie Irminki zaburzeń odporności mamy nadzieje ,że tam nam pomogą.
piątek, 24 maja 2013
NO I SIĘ NIE UDAŁO
WITAM WAS, TAK JAK WCZESNIEJ JUŻ PISAŁAM CHCIAŁAM IRMINCE ZROBIĆ BADANIE MOCZU .OBUDZIŁAM IRMINKE DZISIAJ BARDZO WCZESNIE A JUŻ O 5:30 ŻEBY MOJA ISKRA NASIUSIAŁA ,BYM MOGŁA ZAWIEŚĆ JEJ MOCZ DO LABORATORIUM .HMMM .....NIESTETY PRÓBY POSZŁY NA MARNE KIEDY NAKLEIŁAM WORECZEK IRMINKA GO ZERWAŁA ,A JAK POSADZILAM JĄ NA NOCNICZKU SIEDZIALA PRAWIE GODZ I TYLKO BYŁA KUPA .NIESTETY NIE CHCIAŁA ZROBIC SIU SIU .BĘDZIEMY NADAL PRÓBOWAC MOŻE SIĘ UDA :((((
IRMINKA ŚPI ,WCZESNIEJ DZISIAJ WSTAŁA WIEC ODSYPIA .
IRMINKA ŚPI ,WCZESNIEJ DZISIAJ WSTAŁA WIEC ODSYPIA .
wtorek, 21 maja 2013
co tam u nas?
Witajcie kochani na tam u nas?wczoraj Irminka zwróciła i miała stan podgorączkowy kompletnie tego nie rozumie ,nie wiem dlaczego .Noc była spokojna i przespana w całości .Irmince od jakiegoś czasu puchną oczka Irminka jak wstaje zawsze ma podpuchnięte oczka ,będziemy robić wyniki moczu może nas to na coś naprowadzi .Teraz Irminka śpi odpoczywa po spacerze i zabawie z braciszkiem
http://dobryuczynek.info/zbiorka/29,pomoc-irmince Zbiórka Irminki zapraszamy was do pomocy Irmince.
http://dobryuczynek.info/zbiorka/29,pomoc-irmince Zbiórka Irminki zapraszamy was do pomocy Irmince.
niedziela, 19 maja 2013
Niedługo do poradni
Witam was , my mamy termin do poradni immunologicznej na 3 czerwca ,BARDZO SZYBKO DOSTALIŚMY TERMIN .IRMINKA NARAZIE DOBRZE TERAZ ZMIENIAMY TROCHĘ DIETE ,ŻEBY IRMINKA ŁATWIEJ SIE ZAŁATWIAŁA I ŻEBY NIE BYŁO ZALEGANIA W JELITKACH .WPROWADZIŁAM SŁONECZNIK ZIARNA DOKŁADNIE ,UDAŁO NAM SIĘ PRZEMYCIĆ JE I BARDZO CHĘTNIE JE.Nasiona słonecznika są bogate w witaminę E. Z innych witamin rozpuszczalnych w tłuszczach są tu witaminy A i D, a rozpuszczalnych w wodzie grupa witamin B, a wśród nich witamina B6, której to słonecznik jest chyba najbogatszym źródłem.Zawarty jest w tym również cynk, który chroni skórę przed wszelkimi uszkodzeniami. Witamina B6 - odmładza. Jest bardzo potrzebna osobom starszym i seniorom. Poza cynkiem pestki zawierają wapń, żelazo, potas, i wiele różnych makro- i mikroelementów. Jeśli np. rodzynki uważane są za bogate źródło żelaza łatwo przyswajalnego, to nasiona słonecznika mają go dwa razy więcej. Bardzo dużym powodzenie cieszą się też kiełki, które z łatwością możemy sami wyhodować. Mają jeszcze więcej witaminy E, bo w miarę kiełkowania przybywa jej. Będziemy również podawać dynię Nasiona dyni Roślina zawiera bowiem kurkubitacynę, substancję pomagającą zapobiec przemianie testosteronu w dihydrotestosteron, którego wysoki poziom sprzyja rozrostowi prostaty. Uważa się również, że pestki dyni są pomocne w łagodzeniu infekcji układu moczowego u kobiet.Nasiona sezamu Nasiona są bogate w białko, żelazo, cynk, magnez, wapń, kwas fitynowy, zawierają niewielką ilość węglowodanów. Są także źródłem sezaminy i sesamoliny, substancji, które pomagają obniżyć poziom cholesterolu. Znajduje się w nich tez witamina E oraz kwasy omega-6 i kwasy jednonienasycone - dzięki temu zapobiegają blokowaniu się tętnic i zwiększają elastyczność skóry. Ziarno sezamu pozytywnie wpływa na trawienie oraz przemianę materii, wspomaga działanie układu nerwowego, usprawnia krążenie krwi.
Sezam możesz jeść jako przekąskę, warto też spróbować zrobionej zeń kremowej pasty o nazwie tahini. Niektórzy stosują go jako dodatek do kanapek, inni chwalą zawierający ziarna humus (potrawa popularna kuchni arabskiej i żydowskiej, przygotowywana często z czosnku, ziaren sezamu, oliwy, fasoli). Aby przyswoić jak najwięcej właściwości odżywczych, sezam należy dobrze przeżuwać. Będziemy obserwować czy nie ma żadnych uczuleń .W tamtym roku były różnego rodzaju uczulenia więc nie jest powiedziane ,że w tym roku nie będzie. Pozdrawiamy naszych czytelników
Sezam możesz jeść jako przekąskę, warto też spróbować zrobionej zeń kremowej pasty o nazwie tahini. Niektórzy stosują go jako dodatek do kanapek, inni chwalą zawierający ziarna humus (potrawa popularna kuchni arabskiej i żydowskiej, przygotowywana często z czosnku, ziaren sezamu, oliwy, fasoli). Aby przyswoić jak najwięcej właściwości odżywczych, sezam należy dobrze przeżuwać. Będziemy obserwować czy nie ma żadnych uczuleń .W tamtym roku były różnego rodzaju uczulenia więc nie jest powiedziane ,że w tym roku nie będzie. Pozdrawiamy naszych czytelników
piątek, 17 maja 2013
wzrószające opowiadanie
Pewnego razu matka siedziała przy kołysce swego dziecięcia i była bardzo smutna, obawiała się, że dziecina umrze. Dziecko było takie blade, oczki miało zamknięte i oddychało tak słabo, to znowu ciężko wciągało powietrze, jak gdyby wzdychało; a matka spoglądała coraz niespokojniej na swoje maleństwo.
Aż tu ktoś puka do drzwi; przyszedł ubogi staruszek, okryty końską derka, aby się ogrzać, bo była surowa zima. Wszystko na dworze pokryte było lodem i śniegiem, a wiatr dął mocno i szczypał w policzki. A ponieważ starzec drżał z chłodu, a dziecko zdrzemnęło się na chwilkę, matka wyszła, aby wstawić do pieca garnuszek z piwem; chciała, by człowiek mógł się ogrzać; stary siedział w izbie kołysząc kołyskę, a matka usiadła na krześle tuż obok; spoglądała na chore dziecko, które tak ciężko oddychało i poruszało rączyną.
- Jak myślisz, czy ono umrze? - powiedziała kobieta. - Chyba Bóg nie zechce mi go zabrać? A starzec, a była to śmierć sama, tak dziwnie pokiwał głową, co mogło równie dobrze oznaczać "tak" jak i "nie". A matka opuściła głowę i łzy pociekły jej po policzkach; głowa jej ciążyła bardzo, trzy noce i trzy dni nie zmrużyła oka, więc zasnęła, ale tylko na chwileczkę, zaraz się przebudziła i wzdrygnęła z chłodu.
- Cóż to znaczy? - powiedziała i obejrzała się na wszystkie strony. Ale starca nie było i dziecka nie było w pokoju. Zabrał je z sobą! A w kącie stary zegar brzęczał i brzęczał, wielki, ołowiany ciężar osunął się aż na podłogę i zegar nagle stanął. Biedna matka wybiegła z domu wołając swe dziecko. Na dworze, w śniegu, siedziała kobieta odziana w długie, czarne suknie i powiedziała:
- To śmierć była u ciebie w izbie, widziałam, jak spiesznie wychodziła z dzieckiem na ręku; ona jest szybsza od wiatru i nigdy nie przynosi z powrotem tego, co raz zabrała.
- Powiedz mi tylko, którędy poszła! - powiedziała matka - pokaż mi tylko drogę, a ja już ją znajdę!
- Znam ja drogę! - powiedziała kobieta w czarnych sukniach - ale nim ci ją wskażę, musisz mi zaśpiewać wszystkie te pieśni, które śpiewałaś swojemu dziecku. Bardzo je lubię, słuchałam ich nieraz; jestem nocą, widziałam, jak płakałaś śpiewając.
- Zaśpiewam ci je wszystkie, wszystkie! - powiedziała matka - ale mnie nie zatrzymuj, dogonię ją i odnajdę moje dziecko! Ale noc siedziała cicha i milcząca, a wtedy matka załamała dłonie, śpiewała i płakała, i wiele było tam pieśni, ale łez jeszcze więcej; wtedy noc powiedziała:
- Idź na prawo przez ten ciemny, sosnowy las, tamtędy, widziałam, poszła śmierć z twoim dziecięciem. W głębi lasu drogi krzyżowały się i matka nie wiedziała, w którą stronę ma iść. A stał tam krzak cierniowy, który nie miał na sobie ani listka, ani kwiatka, bo przecie to była zima i śnieg okrywał gałęzie.
- Czy nie przechodziła tędy śmierć z moim małym dzieckiem?
- Przechodziła - powiedział krzak cierniowy. - Ale ci nie powiem, w którą poszła stronę, zanim nie ogrzejesz mnie twoim sercem. Zamarzam całkiem, zmieniam się w czysty lód! Wiec matka przycisnęła krzak cierniowy do swojej piersi mocno, ażeby mógł się dobrze ogrzać, a ciernie wpijały się w jej ciało i krew popłynęła wielkimi kroplami, i krzak cierniowy wypuścił świeże, zielone liście, i kwiaty pojawiły się na nim w ciemną, zimową noc, tak było gorące zrozpaczone matczyne serce. I krzak cierniowy wskazał jej drogę, którą miała iść. Wtedy przyszła nad wielkie jezioro, na którym nie widać było ani statku, ani żadnej łódki. Jezioro nie było tak zamarznięte, aby mogło ją utrzymać, ani tak płytkie, aby można było przez nie przebrnąć, a musiała przedostać się na drugi brzeg, jeżeli chciała znaleźć swoje dziecko; położyła się więc i chciała wypić jezioro, a to przecież niemożliwe dla człowieka. Ale zrozpaczona matka myślała, że może jednak nastąpi cud.
- Nie, tak nic nie poradzisz - powiedziało jezioro - lepiej się jakoś pogódźmy! - Bardzo lubię zbierać perły, a twoje oczy są najczystszymi perłami, jakie widziałem. Wypłacz je do mnie, to cię przewiozę na druga stronę aż do wielkiej cieplarni, gdzie mieszka śmierć i hoduje kwiaty i drzewa, a każde z nich jest życiem ludzkim.
- O, czegoż ja nie oddam, byle tylko dostać się do mego dziecka! - powiedziała płacząca matka i zapłakała jeszcze bardziej, i oczy jej spłynęły na dno wody, i stały się dwiema kosztownymi perłami, a jezioro podjęło ją, tak jakby siedziała na huśtawce, i przeniosło ją z falą na drugi brzeg, gdzie stał na mile obszerny dom, dziwny, bo nie wiadomo było, czy to jest góra pełna lasów i grot, czy też wzniesiona budowla; ale biedna matka nie widziała tego, bo przecież wypłakała swoje oczy.
- Gdzież ja znajdę śmierć, która zabrała mi moje dzieciątko? - zapytała.
- Jeszcze nie wróciła - powiedziała stara grabarka, która pilnowała wielkiej cieplarni śmierci.
- Jakeś tu się dostała i kto ci pomagał w drodze? - Pan Bóg mi pomagał! - powiedziała matka - jest On miłosierny, bądź więc i ty miłosierna! - Gdzie mogę znaleźć moje dziecko?
- Nie znam twego dziecka - powiedziała kobieta - a ty jesteś niewidoma. Wiele kwiatów i drzew zwiędło dzisiejszej nocy. Śmierć przyjdzie wkrótce i przesadzi je! Wiesz przecie, że każdy człowiek ma drzewo swego życia albo kwiat w zależności od tego, jak mu się życie toczy. Wyglądają one jak inne rośliny, tylko że bije w nich serce. Dziecięce serduszko także bije. Przysłuchaj się, może poznasz twoje dziecko po tym! Ale co mi oddasz, jeżeli ci powiem, co masz dalej czynić?
- Już nic nie mam do oddania - powiedziała zrozpaczona matka - ale mogę pójść dla ciebie choć na koniec świata.
- Nie mam tam nic do roboty - powiedziała kobieta - ale możesz mi dać twoje długie, czarne włosy, sama wiesz, jakie są piękne, a mnie się bardzo podobają! Oddam ci w zamian moje siwe, zawsze coś będziesz miała!
- Nie chcesz nic innego? - powiedziała matka - włosy oddam ci z radością. - I oddala jej swój piękny, czarny warkocz, i otrzymała w zamian siwe włosy staruszki. A potem weszła do wielkiej cieplarni śmierci, gdzie kwiaty i drzewa bujnie rosły, jedne przez drugie. Stały tam piękne hiacynty pod szklanymi kloszami, a obok wielkie, mocne peonie; rosły tam wodne rośliny, niektóre świeże, inne na pól zwiędłe, ślimaki wodne oblepiały je, a czarne raki przywierały do ich łodyg. Stały tam wspaniale palmy, dęby i platany, rosła pietruszka i kwitnął tymianek; każde drzewo i każdy kwiat nosiły jakieś nazwisko, bo każde było ludzkim życiem, życiem ludzi żyjących jeszcze to w Chinach, to w Grenlandii, rozsypanych po całym świecie. Były tam wielkie drzewa w małych doniczkach, stały ściśnięte i rozsadzały prawie doniczki korzeniami, a w wielu miejscach stały małe, słabe kwiatki w tłustej ziemi, otoczone mchem, starannie pielęgnowane i polewane. Zrozpaczona matka pochylała się nad każdą najmniejszą roślinką i przysłuchiwała się, jak w nich bije ludzkie serce; i pośród milionów poznała serce swego dziecka. - Oto ono! - krzyknęła i wyciągnęła rękę do małego, liliowego krokusa, który, całkiem chory, pochylił się w jedna stronę.
- Nie ruszaj kwiatu! - powiedziała stara - tylko stań tutaj, a kiedy śmierć nadejdzie, a już nadchodzi, czuje to, nie pozwól jej wyrwać tego kwiatka i zagroź jej, że wyrwiesz wtedy wkoło inne kwiaty, wówczas śmierć się przestraszy; za każdy kwiat bowiem odpowiada przed Panem Bogiem i żadnego nie można zerwać, zanim On nie da rozkazu. Nagle powiało chłodem w całym budynku i ślepa matka zrozumiała, że to śmierć nadchodzi.
- Jakeś znalazła drogę aż tutaj - spytała śmierć - jak mogłaś przybyć tu prędzej ode mnie?
- Jestem matka - odpowiedziała tamta. I śmierć wyciągnęła swą rękę ku małemu kwiatkowi, ale matka schwyciła ja za ręce i trzymała je mocno starając się nie dotknąć płatków krokusa. Wtedy śmierć dmuchnęła na jej dłonie i matka poczuła, ze powiew ten jest chłodniejszy od najchłodniejszego wiatru, i ręce jej zwisły bezwładnie. - Nie możesz sobie poradzić ze mną! - powiedziała śmierć.
- Ale Bóg sobie poradzi!
- Czynie tylko to, co On chce - powiedziała śmierć. - Jestem tylko stróżem jego ogrodu! Wszystkie jego kwiaty i drzewa zabieram stąd i przesadzam do wielkiego rajskiego ogrodu w nieznanym kraju. Ale jak one tam rosną i jak tam jest, nie mogę ci powiedzieć.
- Oddaj mi moje dziecko! - powiedziała matka i płakała, i prosiła; nagle schwyciła w dłonie dwa kwiaty rosnące w pobliżu i zawołała do śmierci: - Zerwę wszystkie twoje kwiaty, nic innego nie pozostaje już mojej rozpaczy.
- Nie rusz ich! - powiedziała śmierć. - Powiadasz, że jesteś nieszczęśliwa, a teraz chcesz unieszczęśliwić tak samo inną matkę...
- Inną matkę? - powiedziała biedaczka i wypuściła natychmiast oba kwiaty z dłoni.
- Masz tu twoje oczy - powiedziała śmierć. - Wyłowiłam je z jeziora, tak błyszczały na dnie, nie wiedziałam, że to są twoje oczy. Weź je z powrotem, są teraz jeszcze jaśniejsze niż przedtem. Spojrzyj tylko w głęboką studnię obok ciebie, ja wymienię nazwiska tych dwóch kwiatków, które chciałaś zniszczyć, i ujrzysz cała ich przyszłość, całe ich życie; patrz, co chciałaś zniszczyć i co miałaś zepsuć. Matka spojrzała do studni i zobaczyła, że jeden z tych ludzi stał się błogosławieństwem dla świata; jak wiele szczęścia i radości otaczało go zewsząd! A potem ujrzała życie innego i była to troska i nędza, zbrodnia i nędza.
- I jeden los, i drugi zależą od woli boskiej - powiedziała śmierć.
- Któryż kwiat jest kwiatem nieszczęsnym, a który szczęśliwym? - spytała matka.
- Tego ci nie powiem - rzekła śmierć - ale dowiesz się ode mnie, że jeden z tych kwiatów był kwiatem twego dziecka, widziałaś losy twego dziecka, twego rodzonego dziecka przyszłość. Wtedy matka wydała okrzyk przerażenia:
- Który z nich był moim dzieckiem? Powiedz mi to! Ocal niewinnego! Ocal moje dziecko od nędzy! Raczej je zabierz! Zabierz do krainy bożej! Zapomnij łzy moje, zapomnij modlitwy i wszystko, co powiedziałam i co uczyniłam!
- Nie rozumiem cię - powiedziała śmierć. - Czy chcesz odebrać dziecko, czy mam z nim odejść do nie znanej tobie krainy? A wtedy matka załamała ręce, upadła na kolana i modliła się do Pana Boga:
- Nie słuchaj mnie, jeżeli modlę się przeciw Twojej woli! Ona jest najdoskonalsza. Nie słuchaj mnie! Nie słuchaj mnie! I głowa jej opadła na piersi. A śmierć z jej dziecięciem w ramionach odeszła do nieznanej krainy.
Aż tu ktoś puka do drzwi; przyszedł ubogi staruszek, okryty końską derka, aby się ogrzać, bo była surowa zima. Wszystko na dworze pokryte było lodem i śniegiem, a wiatr dął mocno i szczypał w policzki. A ponieważ starzec drżał z chłodu, a dziecko zdrzemnęło się na chwilkę, matka wyszła, aby wstawić do pieca garnuszek z piwem; chciała, by człowiek mógł się ogrzać; stary siedział w izbie kołysząc kołyskę, a matka usiadła na krześle tuż obok; spoglądała na chore dziecko, które tak ciężko oddychało i poruszało rączyną.
- Jak myślisz, czy ono umrze? - powiedziała kobieta. - Chyba Bóg nie zechce mi go zabrać? A starzec, a była to śmierć sama, tak dziwnie pokiwał głową, co mogło równie dobrze oznaczać "tak" jak i "nie". A matka opuściła głowę i łzy pociekły jej po policzkach; głowa jej ciążyła bardzo, trzy noce i trzy dni nie zmrużyła oka, więc zasnęła, ale tylko na chwileczkę, zaraz się przebudziła i wzdrygnęła z chłodu.
- Cóż to znaczy? - powiedziała i obejrzała się na wszystkie strony. Ale starca nie było i dziecka nie było w pokoju. Zabrał je z sobą! A w kącie stary zegar brzęczał i brzęczał, wielki, ołowiany ciężar osunął się aż na podłogę i zegar nagle stanął. Biedna matka wybiegła z domu wołając swe dziecko. Na dworze, w śniegu, siedziała kobieta odziana w długie, czarne suknie i powiedziała:
- To śmierć była u ciebie w izbie, widziałam, jak spiesznie wychodziła z dzieckiem na ręku; ona jest szybsza od wiatru i nigdy nie przynosi z powrotem tego, co raz zabrała.
- Powiedz mi tylko, którędy poszła! - powiedziała matka - pokaż mi tylko drogę, a ja już ją znajdę!
- Znam ja drogę! - powiedziała kobieta w czarnych sukniach - ale nim ci ją wskażę, musisz mi zaśpiewać wszystkie te pieśni, które śpiewałaś swojemu dziecku. Bardzo je lubię, słuchałam ich nieraz; jestem nocą, widziałam, jak płakałaś śpiewając.
- Zaśpiewam ci je wszystkie, wszystkie! - powiedziała matka - ale mnie nie zatrzymuj, dogonię ją i odnajdę moje dziecko! Ale noc siedziała cicha i milcząca, a wtedy matka załamała dłonie, śpiewała i płakała, i wiele było tam pieśni, ale łez jeszcze więcej; wtedy noc powiedziała:
- Idź na prawo przez ten ciemny, sosnowy las, tamtędy, widziałam, poszła śmierć z twoim dziecięciem. W głębi lasu drogi krzyżowały się i matka nie wiedziała, w którą stronę ma iść. A stał tam krzak cierniowy, który nie miał na sobie ani listka, ani kwiatka, bo przecie to była zima i śnieg okrywał gałęzie.
- Czy nie przechodziła tędy śmierć z moim małym dzieckiem?
- Przechodziła - powiedział krzak cierniowy. - Ale ci nie powiem, w którą poszła stronę, zanim nie ogrzejesz mnie twoim sercem. Zamarzam całkiem, zmieniam się w czysty lód! Wiec matka przycisnęła krzak cierniowy do swojej piersi mocno, ażeby mógł się dobrze ogrzać, a ciernie wpijały się w jej ciało i krew popłynęła wielkimi kroplami, i krzak cierniowy wypuścił świeże, zielone liście, i kwiaty pojawiły się na nim w ciemną, zimową noc, tak było gorące zrozpaczone matczyne serce. I krzak cierniowy wskazał jej drogę, którą miała iść. Wtedy przyszła nad wielkie jezioro, na którym nie widać było ani statku, ani żadnej łódki. Jezioro nie było tak zamarznięte, aby mogło ją utrzymać, ani tak płytkie, aby można było przez nie przebrnąć, a musiała przedostać się na drugi brzeg, jeżeli chciała znaleźć swoje dziecko; położyła się więc i chciała wypić jezioro, a to przecież niemożliwe dla człowieka. Ale zrozpaczona matka myślała, że może jednak nastąpi cud.
- Nie, tak nic nie poradzisz - powiedziało jezioro - lepiej się jakoś pogódźmy! - Bardzo lubię zbierać perły, a twoje oczy są najczystszymi perłami, jakie widziałem. Wypłacz je do mnie, to cię przewiozę na druga stronę aż do wielkiej cieplarni, gdzie mieszka śmierć i hoduje kwiaty i drzewa, a każde z nich jest życiem ludzkim.
- O, czegoż ja nie oddam, byle tylko dostać się do mego dziecka! - powiedziała płacząca matka i zapłakała jeszcze bardziej, i oczy jej spłynęły na dno wody, i stały się dwiema kosztownymi perłami, a jezioro podjęło ją, tak jakby siedziała na huśtawce, i przeniosło ją z falą na drugi brzeg, gdzie stał na mile obszerny dom, dziwny, bo nie wiadomo było, czy to jest góra pełna lasów i grot, czy też wzniesiona budowla; ale biedna matka nie widziała tego, bo przecież wypłakała swoje oczy.
- Gdzież ja znajdę śmierć, która zabrała mi moje dzieciątko? - zapytała.
- Jeszcze nie wróciła - powiedziała stara grabarka, która pilnowała wielkiej cieplarni śmierci.
- Jakeś tu się dostała i kto ci pomagał w drodze? - Pan Bóg mi pomagał! - powiedziała matka - jest On miłosierny, bądź więc i ty miłosierna! - Gdzie mogę znaleźć moje dziecko?
- Nie znam twego dziecka - powiedziała kobieta - a ty jesteś niewidoma. Wiele kwiatów i drzew zwiędło dzisiejszej nocy. Śmierć przyjdzie wkrótce i przesadzi je! Wiesz przecie, że każdy człowiek ma drzewo swego życia albo kwiat w zależności od tego, jak mu się życie toczy. Wyglądają one jak inne rośliny, tylko że bije w nich serce. Dziecięce serduszko także bije. Przysłuchaj się, może poznasz twoje dziecko po tym! Ale co mi oddasz, jeżeli ci powiem, co masz dalej czynić?
- Już nic nie mam do oddania - powiedziała zrozpaczona matka - ale mogę pójść dla ciebie choć na koniec świata.
- Nie mam tam nic do roboty - powiedziała kobieta - ale możesz mi dać twoje długie, czarne włosy, sama wiesz, jakie są piękne, a mnie się bardzo podobają! Oddam ci w zamian moje siwe, zawsze coś będziesz miała!
- Nie chcesz nic innego? - powiedziała matka - włosy oddam ci z radością. - I oddala jej swój piękny, czarny warkocz, i otrzymała w zamian siwe włosy staruszki. A potem weszła do wielkiej cieplarni śmierci, gdzie kwiaty i drzewa bujnie rosły, jedne przez drugie. Stały tam piękne hiacynty pod szklanymi kloszami, a obok wielkie, mocne peonie; rosły tam wodne rośliny, niektóre świeże, inne na pól zwiędłe, ślimaki wodne oblepiały je, a czarne raki przywierały do ich łodyg. Stały tam wspaniale palmy, dęby i platany, rosła pietruszka i kwitnął tymianek; każde drzewo i każdy kwiat nosiły jakieś nazwisko, bo każde było ludzkim życiem, życiem ludzi żyjących jeszcze to w Chinach, to w Grenlandii, rozsypanych po całym świecie. Były tam wielkie drzewa w małych doniczkach, stały ściśnięte i rozsadzały prawie doniczki korzeniami, a w wielu miejscach stały małe, słabe kwiatki w tłustej ziemi, otoczone mchem, starannie pielęgnowane i polewane. Zrozpaczona matka pochylała się nad każdą najmniejszą roślinką i przysłuchiwała się, jak w nich bije ludzkie serce; i pośród milionów poznała serce swego dziecka. - Oto ono! - krzyknęła i wyciągnęła rękę do małego, liliowego krokusa, który, całkiem chory, pochylił się w jedna stronę.
- Nie ruszaj kwiatu! - powiedziała stara - tylko stań tutaj, a kiedy śmierć nadejdzie, a już nadchodzi, czuje to, nie pozwól jej wyrwać tego kwiatka i zagroź jej, że wyrwiesz wtedy wkoło inne kwiaty, wówczas śmierć się przestraszy; za każdy kwiat bowiem odpowiada przed Panem Bogiem i żadnego nie można zerwać, zanim On nie da rozkazu. Nagle powiało chłodem w całym budynku i ślepa matka zrozumiała, że to śmierć nadchodzi.
- Jakeś znalazła drogę aż tutaj - spytała śmierć - jak mogłaś przybyć tu prędzej ode mnie?
- Jestem matka - odpowiedziała tamta. I śmierć wyciągnęła swą rękę ku małemu kwiatkowi, ale matka schwyciła ja za ręce i trzymała je mocno starając się nie dotknąć płatków krokusa. Wtedy śmierć dmuchnęła na jej dłonie i matka poczuła, ze powiew ten jest chłodniejszy od najchłodniejszego wiatru, i ręce jej zwisły bezwładnie. - Nie możesz sobie poradzić ze mną! - powiedziała śmierć.
- Ale Bóg sobie poradzi!
- Czynie tylko to, co On chce - powiedziała śmierć. - Jestem tylko stróżem jego ogrodu! Wszystkie jego kwiaty i drzewa zabieram stąd i przesadzam do wielkiego rajskiego ogrodu w nieznanym kraju. Ale jak one tam rosną i jak tam jest, nie mogę ci powiedzieć.
- Oddaj mi moje dziecko! - powiedziała matka i płakała, i prosiła; nagle schwyciła w dłonie dwa kwiaty rosnące w pobliżu i zawołała do śmierci: - Zerwę wszystkie twoje kwiaty, nic innego nie pozostaje już mojej rozpaczy.
- Nie rusz ich! - powiedziała śmierć. - Powiadasz, że jesteś nieszczęśliwa, a teraz chcesz unieszczęśliwić tak samo inną matkę...
- Inną matkę? - powiedziała biedaczka i wypuściła natychmiast oba kwiaty z dłoni.
- Masz tu twoje oczy - powiedziała śmierć. - Wyłowiłam je z jeziora, tak błyszczały na dnie, nie wiedziałam, że to są twoje oczy. Weź je z powrotem, są teraz jeszcze jaśniejsze niż przedtem. Spojrzyj tylko w głęboką studnię obok ciebie, ja wymienię nazwiska tych dwóch kwiatków, które chciałaś zniszczyć, i ujrzysz cała ich przyszłość, całe ich życie; patrz, co chciałaś zniszczyć i co miałaś zepsuć. Matka spojrzała do studni i zobaczyła, że jeden z tych ludzi stał się błogosławieństwem dla świata; jak wiele szczęścia i radości otaczało go zewsząd! A potem ujrzała życie innego i była to troska i nędza, zbrodnia i nędza.
- I jeden los, i drugi zależą od woli boskiej - powiedziała śmierć.
- Któryż kwiat jest kwiatem nieszczęsnym, a który szczęśliwym? - spytała matka.
- Tego ci nie powiem - rzekła śmierć - ale dowiesz się ode mnie, że jeden z tych kwiatów był kwiatem twego dziecka, widziałaś losy twego dziecka, twego rodzonego dziecka przyszłość. Wtedy matka wydała okrzyk przerażenia:
- Który z nich był moim dzieckiem? Powiedz mi to! Ocal niewinnego! Ocal moje dziecko od nędzy! Raczej je zabierz! Zabierz do krainy bożej! Zapomnij łzy moje, zapomnij modlitwy i wszystko, co powiedziałam i co uczyniłam!
- Nie rozumiem cię - powiedziała śmierć. - Czy chcesz odebrać dziecko, czy mam z nim odejść do nie znanej tobie krainy? A wtedy matka załamała ręce, upadła na kolana i modliła się do Pana Boga:
- Nie słuchaj mnie, jeżeli modlę się przeciw Twojej woli! Ona jest najdoskonalsza. Nie słuchaj mnie! Nie słuchaj mnie! I głowa jej opadła na piersi. A śmierć z jej dziecięciem w ramionach odeszła do nieznanej krainy.
co czyni matę dobrą?
Co czyni kobietę matką? Jej cierpliwość? Zdolność do współczucia? Do niańczenia dziecka? Gotowania mu obiadów, przyszycia guzika do bluzy? Czy to wszystko razem?
A może serce które niepokoi się, gdy dziecko idąc pierwszy raz do szkoły, znika na horyzoncie ulicy? Czy raczej zdolność do zrywania się o drugiej w nocy, aby położyć rękę na ramieniu dziecka śpiącego w łóżeczku? Czy też potrzeba biegnięcia, gdziekolwiek by się znajdowała, na wiadomość o pożarze w szkole, strzelaninie, wypadku samochodowym, po to aby przytulić swoje dziecko? To są życzenia dla wszystkich mam, które wyjaśniły swoim dzieciom, skąd się wzięły i dla tych, które chciały to zrobić, ale nie potrafiły. Także dla tych, które czytały książki tylko dwa razy w roku i dla takich, które czytały książki codziennie i po wielokroć, gdy tylko usłyszały "jeszcze raz przeczytaj mi, mamo" i dla tych, które nie mogły czytać. Dla tych, które zdesperowane dały klapsa swemu dziecku w sklepie spożywczym, a potem kupiły lody przed obiadem. To jest dla wszystkich matek, które nauczyły swoje córki wiązać sznurowadła przed pójściem do szkody i dla tych, które wybrały buty na rzepy. Także dla tych, które zagryzały wargi do krwi, gdy ich czternastoletnia córka ufarbowała włosy na zielono. Jest to dla tych matek, których dziecko zamknęło się w kazience i nie mogło przestać płakać. Też dla tych, które przychodziły do pracy ze śladami dziecięcego jedzenia na ubraniu przeznaczonym wyłącznie do pracy. Także dla tych matek, które uczyły swoich synów gotować i dla tych, które pokazywały swoim córkom jak podnosić się z upadków. Jest to dla kobiet, które natychmiast odwracały głowę, gdy tylko jakiś głosik zawołał w supermarkecie "Mamo!", nawet gdy ich własne dziecko było w domu. Jest to dla mam, które kładły pluszowego misia na poduszce. Jest to także dla tych matek, którym nie udały się dzieci i nie znajdują słów wyjaśnienia dlaczego tak się stało. Jest to dla mam, które dały dzieciom życie w nadziei, że będą one miały lepszy los niż ten, który jest udziałem matek. Także dla tych kobiet, które zostały matkami w inny sposób i wychowały dzieci jak swoje własne. To jest dla mam, które wysłały swojego syna do szkoły z bolącym brzuchem, tylko po to, aby za godzinę usłyszeć telefon od szkolnej pielęgniarki, proszącej o odebranie dziecka. To jest dla młodych matek, którym zdawało się, że ucieka im kariera, i dla matek dojrzałych, dla pracujących i pozostających w domu, rodzonych i adopcyjnych, mających pieniądze i bez pieniędzy. Dla wszystkich matek na całym świecie...
A może serce które niepokoi się, gdy dziecko idąc pierwszy raz do szkoły, znika na horyzoncie ulicy? Czy raczej zdolność do zrywania się o drugiej w nocy, aby położyć rękę na ramieniu dziecka śpiącego w łóżeczku? Czy też potrzeba biegnięcia, gdziekolwiek by się znajdowała, na wiadomość o pożarze w szkole, strzelaninie, wypadku samochodowym, po to aby przytulić swoje dziecko? To są życzenia dla wszystkich mam, które wyjaśniły swoim dzieciom, skąd się wzięły i dla tych, które chciały to zrobić, ale nie potrafiły. Także dla tych, które czytały książki tylko dwa razy w roku i dla takich, które czytały książki codziennie i po wielokroć, gdy tylko usłyszały "jeszcze raz przeczytaj mi, mamo" i dla tych, które nie mogły czytać. Dla tych, które zdesperowane dały klapsa swemu dziecku w sklepie spożywczym, a potem kupiły lody przed obiadem. To jest dla wszystkich matek, które nauczyły swoje córki wiązać sznurowadła przed pójściem do szkody i dla tych, które wybrały buty na rzepy. Także dla tych, które zagryzały wargi do krwi, gdy ich czternastoletnia córka ufarbowała włosy na zielono. Jest to dla tych matek, których dziecko zamknęło się w kazience i nie mogło przestać płakać. Też dla tych, które przychodziły do pracy ze śladami dziecięcego jedzenia na ubraniu przeznaczonym wyłącznie do pracy. Także dla tych matek, które uczyły swoich synów gotować i dla tych, które pokazywały swoim córkom jak podnosić się z upadków. Jest to dla kobiet, które natychmiast odwracały głowę, gdy tylko jakiś głosik zawołał w supermarkecie "Mamo!", nawet gdy ich własne dziecko było w domu. Jest to dla mam, które kładły pluszowego misia na poduszce. Jest to także dla tych matek, którym nie udały się dzieci i nie znajdują słów wyjaśnienia dlaczego tak się stało. Jest to dla mam, które dały dzieciom życie w nadziei, że będą one miały lepszy los niż ten, który jest udziałem matek. Także dla tych kobiet, które zostały matkami w inny sposób i wychowały dzieci jak swoje własne. To jest dla mam, które wysłały swojego syna do szkoły z bolącym brzuchem, tylko po to, aby za godzinę usłyszeć telefon od szkolnej pielęgniarki, proszącej o odebranie dziecka. To jest dla młodych matek, którym zdawało się, że ucieka im kariera, i dla matek dojrzałych, dla pracujących i pozostających w domu, rodzonych i adopcyjnych, mających pieniądze i bez pieniędzy. Dla wszystkich matek na całym świecie...
środa, 15 maja 2013
ZNALEZLIŚMY PORADNIE
WITAJCIE NIE BYŁO MNIE DAWNO ,ALE STARAM SIE KORZYSTAC Z POGODY I Z IRMINKĄ SPĘDZAC DUZO CZASU NA DWORZU.OCZYWIŚCIE W MIĘDZYCZASIE DZWONIŁAM PO SZPITALACH W POZNANIU I W SZCZECINIE W POSZUKIWANIU PORADNI IMMUNOLOGICZNEJ DLA IRMINKI ,MYSLAŁAM ŻE JUŻ TAKIEJ PORADNI NIE ZNAJDE, ALE UDALO SIE ZNALESC PORADNIE W SZCZECINIE NA ONKOLOGI I HEMATOLOGI DZIECIĘCEJ W SZPITALU GDZIE IRMINKA BYŁA LECZONA.JESTEM ZADOWOLONA ,ŻE ZNALAZŁAM TAKA PORADNIE BO W PRZECIWNYM RAZIE BYŚMY MUSIELI JECHAC AŻ DO WARSZAWY .DZISIAJ W KOŃCU UDAŁO SIE ZASZCZEPIĆ IRMINKE BIEDNA DOSTAŁA 2 ZASTRZYKI W NÓZKI I JEDEN W RACZKE ,NIE MOGŁAM JEJ UTRZYMAC TAK SIĘ WYRYWAŁA ,ŻE PIELEGNIARKA CHCIAŁA WBIĆ W NÓŻKE A IRMINKA WYRWAŁA RĘKE I BY DOSTAŁA ZASTRZYK W RĄCZKE . NAJADŁAM SE STRACHU I MUSIAŁAM JĄ NA SILE TRZYMĄĆ ,PRZY OKAZJI IRMINKI BRACISZEK TEZ SIE ZASZCZEPIŁ , BYŁ BARDZO DZIELNY I MUWI ,ŻE BĘDZIE STRAŻAKIEM .TERAZ IRMINKA SIĘ BAWI ,ALE MAM NADZIEJE ŻE ZARAZ PUJDZIE SPAC I PO CAŁYM DNIU WRAŻEŃ ODPOCZNIE .
KOCHANI ZAPRASZAM DO POMOCY IRMINCE http://dobryuczynek.info/zbiorka/29,pomoc-irmince PIENIĄŻKI ZE ZBIORKI PÓJDA NA DALSZE LECZENIE IRMINKI ZAPRASZAMY DO POMOCY
KOCHANI ZAPRASZAM DO POMOCY IRMINCE http://dobryuczynek.info/zbiorka/29,pomoc-irmince PIENIĄŻKI ZE ZBIORKI PÓJDA NA DALSZE LECZENIE IRMINKI ZAPRASZAMY DO POMOCY
Subskrybuj:
Posty (Atom)








































